Amigos.pl – Blog z ciekawymi artykułami.

2010/07/28

Zagadka hotelowych ręczników

Filed under: Turystyka — Tags: , , , , , — admin @ 10:05

To popularne przekonanie: ręczniki hotelowe są obiektem częstych kradzieży. Mało kto potrafi się oprzeć zapakowaniu ręcznika do swojej walizki. Przynajmniej na filmach.

Spocony mężczyzna opuszcza hotel, na odchodnym rzucając recepcjonistce pogardliwe “do widzenia”. Z niecierpliwością przeciska się przez obrotowe drzwi, a będąc już na ulicy gwiżdże na taksówkę. Pierwsze dwa wozy mijają go; trzeci przystaje. Mężczyzna ładuje się na tył samochodu, kładąc walizkę na swoich kolanach. Kierowca próbuje zacząć rozmowę, ale pasażer jest wyjątkowo opryskliwy. “Dlaczego?”. zastanawia się taksówkarz. Dlatego, że właśnie ukradł hotelowe ręczniki. Choć w domu ma ich całą masę. A nowe może kupić za grosze.

Kradzież hotelowych ręczników stała się symbolem podróży – takim samym jak autokary, rezerwacja hoteli czy zwrot “tanie latanie“. Czynność tę rozpropagowały głównie amerykańskie i angielskie produkcje filmowe, w których – nie wiedzieć czemu – ręczniki stanowiły nieodłączny element bagażu wymeldowującego się hotelowego gościa. Czy miały być pamiątką, czy były brane przez pomyłkę, czy gościem kierowała zwykła chciwość? Trudno powiedzieć. Przy czym można bez zastanowienia odrzucić ostatnią z teorii, jako że ktoś, kogo stać na pokój w drogim hotelu, na pewno ma w zanadrzu parę groszy na ręcznik.

Czy w rzeczywistości ten niecny proceder jest codziennością, tak jak próbują nam to wmówić filmowi twórcy? O dziwo, tak. Zwłaszcza w droższych i bardziej prestiżowych hotelach. Mało kto wie, ale niektóre placówki w cenę pobytu zapobiegawczo włączają koszt ręczników. Oczywiście nie oznacza to, że istnieje przyzwolenie na ich kradzież. Nadal jest ona surowo karana w przypadku wykrycia, jednak jako że przeszukiwanie bagaży każdego gościa nie wchodzi w grę, placówki muszą odrabiać straty. Kradzieży ręczników nie da się bowiem z jakiegoś powodu uniknąć.

Co sprawia, że tak kochamy hotelowe ręczniki? Czy są wyjątkowo puszyste, przyjemne w dotyku, chłonne? A może mają inne właściwości, np. piękne zdobienia czy wyjątkowo drogi materiał? Jeśli masz swoją teorię – wypowiedz się. To sprawa, o której warto porozmawiać.

Samochodem na wakacje

Filed under: Turystyka — Tags: , , , , , — admin @ 10:03

To kwestia, którą warto przemyśleć. Zastanów się, czy naprawdę tego chcesz. Swojej decyzji możesz gorzko pożałować, odczuwszy na własnej skórze, że wyprawa samochodem na wakacje nagle zmieniła się w piekło.

Brum brum brum brum pyr pyr pyr pyk. Oto zestaw dźwięków, którego obawia się każda zmotoryzowana osoba. Owe onomatopeje obrazują bowiem nagłą śmierć naszego pojazdu. Wyprawa wozu do krainy wiecznych łowów jest wystarczająco nieprzyjemna, irytująca i męcząca, gdy zdarza się pod własnym domem, a co dopiero setki, a nawet tysiące kilometrów dalej.

Wyobraź sobie, że jedziesz uroczą polną drogą. W tle majaczy zielony las, złote łany zbóż rozpościerają się jak okiem sięgnąć, a ptaki ćwierkają swoje wesołe melodie (choć tego nie słyszysz – radio w samochodzie jest nastawione zbyt głośno, poza tym silnik dziwnie rzęzi). Myślisz tylko o tym, jak cudownie jest odpocząć od wszelkich zmartwień dnia codziennego. Rozkoszujesz się perspektywą spędzenia kilku dni w ulubionym kurorcie / chatce nad jeziorem / pod namiotem. Wszystko jest idealne…

I nagle słyszysz coś przerażającego: “pyr pyr pyr pyk”. Przypominasz sobie, że dziwne dźwięki dobiegały z silnika już od paru tygodni i dziesiątki razy powtarzałeś sobie, że trzeba to będzie sprawdzić, ale nigdy nie było na to czasu. Poza tym nie brzmiał aż tak źle. Wtaczasz się na pobocze i zastanawiasz, co zrobić. Jeszcze nigdy samochód nie rozkraczył ci się na drodze. Chyba powinieneś rozstawić trójkąt, tylko gdzie on jest? Pod siedzeniem? W bagażniku? Nie, chwilka; co on robi w schowku na rękawiczki? I jak się tam zmieścił?

Zaglądasz pod maskę i próbujesz zorientować się, co jest nie w porządku. Wszystko wygląda tak jak zawsze. Silniki zawsze wyglądają identycznie! Zaczynasz się irytować własną ignorancją. Zamykasz klapę i sięgasz po telefon komórkowy. Stwierdzasz, że na tym odludziu nie ma zasięgu. Czujesz, jak zalewa cię fala gorąca. To dzika, niczym nie powstrzymana wściekłość. Rozglądasz się we wszystkie strony – droga prowadzi aż po horyzont, ale nigdzie nie widać osad ludzkich. W którą stronę pójść? Gdzie będzie bliżej? Ogarnia cię bezsilność. Myślisz z ironią – “co za wspaniały początek wakacji”…

Nadal jesteś zdecydowany wyprawić się samochodem? Masz przecież tyle alternatyw – możesz kupić bilety autobusowe, bilety autokarowe, a nawet wybrać tanie loty. Nic nie zmieni twojego zdania? No cóż, zrób w takim razie przegląd samochodu, spisz numery telefoniczne osób i warsztatów, z którymi możesz skontaktować się w razie awarii, a poza tym… trzymaj kciuki, abyś nie stał się ofiarą słynnej złośliwości rzeczy martwych.

O pakowaniu się

Filed under: Turystyka — Tags: , , , , , — admin @ 10:02

Pakowanie się to tajemna sztuka, której poznanie dane było nielicznym. Będę boleśnie szczery: ja się do tej grupy nie zaliczam. I ty zapewne też.

Bilety autobusowe na lotnisko? Są. Bilety lotnicze? Są. Rezerwacja hoteli? Załatwiona. Czyli mamy wszystko, co potrzebne aby dotrzeć na wakacje, prawda? Niezupełnie…

Pozostają jeszcze dwie pary spodni, bielizna, strój sportowy, ręczniki, przybory toaletowe, może coś cieplejszego na wszelki wypadek, kilka gorących kubków (chyba nikt bez nich nigdzie nie wyrusza), jakieś plastry, laptop i wiele, wiele innych rzeczy… Jak to zabrać? – pytasz samego siebie. Przecież nie będę się gniótł z pięcioma walizami! Mam zamiar zabrać tylko jeden plecak – i tak właśnie będzie.

Teoretycznie pakowanie jest proste. Wystarczy wszystko ładnie poskładać i umieszczać w plecaku w odpowiedniej kolejności, tak by rzeczy kruche nie były na spodzie, a ciężkie nie leżały na lekkich. Tylko że w praktyce wszystko okazuje się nieco trudniejsze. Jakkolwiek by nie postępować – miejsce w bagażu kończy się straszliwie szybko. Okazuje się, że ze wszystkich zaplanowanych rzeczy na razie zapakowana została może połowa…

Czy to wina zbyt małego plecaka? Nie. Przecież na własne oczy widziałeś, jak osoba, która używała go wcześniej, zmieściła do niego o wiele więcej rzeczy. Każdy zna przynajmniej jednego człowieka, potrafiącego zapakować słonia do małej torebki. I wszyscy irytujemy się, że nie posiadamy ich zdolności.

A co najgorsze, samo pakowanie to jeszcze nie koniec. Bo kiedy już jakimś cudem dopniemy zamek, modląc się żeby nie pękł, wybebeszając całą zawartość na podłogę autokaru, będziemy musieli się rozpakować gdy dotrzemy na miejsce. To jest jeszcze łatwe, lecz gdy dochodzi do ponownego pakowania… zaczyna się prawdziwy koszmar. To, co ledwo zmieściło się w jedną stronę, na sto procent nie zmieści się, gdy będziemy ruszać w drogę powrotną. Nie wiadomo, jaka jest tego przyczyna.

Pakowaniu warto poświęcić trochę treningu. To umiejętność, która naprawdę się przydaje – nie tylko podczas wyjazdów w celach wypoczynkowych, ale i w trakcie wyjazdów służbowych, a nawet krótkich wypadów, podczas których musimy coś przenieść w niewielkiej torbie. Te same zasady, które obowiązują w plecaku, będą też obowiązywać w samochodzie podczas przeprowadzki. Nauczcie się pakować walizkę, a nauczycie się rozmieszczać w bagażniku pudła z dorobkiem swojego życia. Jeśli proces przebiegnie sprawnie, unikniecie niepotrzebnego zdenerwowania.

2010/07/27

Turystyczna przedszkolanka

Filed under: Turystyka — Tags: , , , , , — admin @ 09:44

Podróżowanie z GPS-em powoli (a może nawet nie tak powoli) zastępuje wyjazdy z mapą w ręce. Czy turystyka rozwija się w dobrym kierunku?

Oczywistym jest, że branża turystyczna stara się pozyskać jak najwięcej klientów przez uleganie ich wynikłym z lenistwa zachciankom. Bilety autokarowe można zamówić przez Internet, nawet tanie linie lotnicze oferują możliwość przekąszenia dobrego obiadu na pokładzie, hotele w każdej części świata pozwalają rezerwować miejsca za pomocą jednego kliknięcia, a biura podróży zapewniają przewodników, którzy zdejmą z turysty obowiązek przeczytania choćby jednej książki na temat odwiedzanego kraju. Kolejnym z udogodnień jest GPS (Global Positioning System), którego użycie pozwala całkowicie wyłączyć umysł i kierować się wskazaniem ekranowej strzałki.

Takie poddanie się woli maszyny wbrew pozorom nie przynosi zbyt dobrych skutków. Umiejętność czytania mapy – prawdziwej mapy! – wymaga skupienia i poświęcenia czasu na opanowanie tej sztuki, ale wyrabia zmysł orientacji przestrzennej oraz ćwiczy wyobraźnię. Tymczasem GPS prowadzi za rękę, co jest szkodliwe – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że urządzenie często się myli. Chyba każdy słyszał o przypadkach kierowców, którzy zbytnio ufając maszynie, wylądowali w jeziorze czy rzece, ponieważ wzięli skręt, który istniał tylko w pamięci urządzenia.

Największa zaleta prawdziwej mapy jest jednak związana z jej o wiele bardziej prozaiczną cechą. Mapa zawsze działa, przez co nadaje się do wzięcia na długie wczasy. Konieczność doładowywania GPS-a, podłączania do akumulatora czy uzbrajania w kolejne zestawy baterii, raczej wyłącza go z użycia w bardziej dzikich terenach (które zresztą często nie są rozpoznawane przez maszynę). Pakowanie urządzenia podczas wyjazdu np. do Mongolii to oznaka kompletnego braku wyobraźni, ale – niestety – takich zachowań uczy społeczeństwo coraz bardziej zależne od elektroniki. Szkoda byłoby, gdyby branża turystyczna też uległa nowej modzie i stała się wielkoformatowym odpowiednikiem przedszkolanki, prowadzącej swoich wychowanków za rękę.

Hula Hula Honolulu

Filed under: Turystyka — Tags: , , , , , — admin @ 09:36

Czy stolica Hawajów może zaoferować turystom coś więcej niż drinki z parasolkami?

Honolulu to miasto leżące na wyspie Oahu – jednej ze stu trzydziestu siedmiu wysp, jakie tworzą pięćdziesiąty stan USA. Jest ono stosunkowo młode – w formie przypominającej dzisiejszą funkcjonuje od 1816 roku. Wcześniej pełniło rolę zaledwie osady, założonej przez Polinezyjczyków; jej rozwój nastąpił dopiero po podboju przez lidera jednego z hawajskich ludów – Kamehamehę pierwszego – który osiedlił tam swój dwór. Najciekawsza część historii Honolulu wiążę się jednak z położoną w pobliżu bazą wojskową Pearl Harbor, która odegrała niebagatelną rolę podczas drugiej wojny światowej.

Jakie widoki spodziewasz się ujrzeć w Honolulu? Chatki z patyków i liści bananowca? Nic z tego. To duże miasto – ale trudno nazwać je zwyczajnym. Mimo że cechuje je to, co znamy z naszych metropolii – czyli wieżowce, tłumy ludzi zapełniające ulice, ruch samochodowy o dużym natężeniu – to jego specyficzna atmosfera sprawia, że wszystko jest o wiele mniej przytłaczające.

Wybierając się do Honolulu, trzeba – po prostu trzeba! – postawić nogę na słynnej na cały świat plaży Waikiki. To raj dla surferów, ale nie tylko – złoty piasek i krystaliczna woda sprawią przyjemność każdemu miłośnikowi nadwodnego lenistwa. Wrażenia estetyczne potęguje nie tylko obecność pięknych dziewcząt; warto zwrócić wzrok na majaczący w oddali szczyt wygasłego wulkanu Diamond Head. Jeżeli przyglądanie się jest utrudniane przez rażące słońce, wystarczy spocząć w cieniu palm.

Wracając do początkowego pytania: Honolulu jak najbardziej jest miejscem wartym odwiedzin; zapewni rozrywkę każdemu, zwłaszcza osobom pragnącym ucieczki od “europejskości”. Jeżeli wcześniej się wahałeś, możesz już przestać. Zabukuj bilety lotnicze, wsiądź w samolot i wybierz się na wakacje, jakich nigdy nie zapomnisz. Ruchliwe centrum, błękitne morze i złota plaża czekają! Takiej wycieczki nie pożałujesz bez względu na koszty.

Pierwszy raz w chmurach

Filed under: Turystyka — Tags: , , , , , — admin @ 09:27

Od początku istnienia Homo Sapiens nie zadowalał się „twardym stąpaniem po ziemi”, pragnąc wkroczyć także w obszary z biologicznego punktu widzenia nieosiągalne – takie jak głębiny mórz i oceanów czy przestworza.

Latanie przez tysiąclecia było nieziszczalnym marzeniem, rozpalającym wyobraźnię naszych przodków. Praktycznie w każdym kręgu kulturowym wytworzyły się mity i opowieści o magicznych przedmiotach, zwierzętach lub postaciach mogących utrzymać się chociaż parę metrów nad ziemią. W funkcję latania wyposażone były magiczne dywany i miotły; z mitologii greckiej znamy skrzydlatego konia – pegaza. Jednak umiejętność latania przypisywano przede wszystkim istotom wyższym: bogom, aniołom, czy innym duchom zarówno dobrym, jak i złym.

I tak przez wieki latanie dla człowieka pozostawało jedynie w świecie fantazji i magii, lecz znaleźli się śmiałkowie którzy rzucili wyzwanie grawitacji, a ich orężem stała się nauka i technika. Było to w czasach renesansu. Najsłynniejszym inżynierem, który zmierzył się z problemem całkowitej niemożności oderwania się od podłoża, był oczywiście genialny samouk Leonardo da Vinci. Podczas projektowania swojej maszyny latającej Leonardo wzorował się na ptakach. Niestety, pomimo obserwacji, pilnych studiów nad ptasią anatomią i analizą lotu, żaden z prototypów nie okazał się sukcesem. Nie udało się naszemu wynalazcy zbudować wehikułu zdolnego wzbić się w powietrze, kończącego na zawsze ptasią dominację w przestworzach, jednak jego pomysły były inspiracją dla przyszłych pokoleń zapalonych konstruktorów oraz dały podwaliny dla inżynierii lotniczej.

By móc cieszyć się dobrodziejstwem, jakim są tanie linie lotnicze, przyszło nam czekać jeszcze pięćset lat. Co nie znaczy, oczywiście, że przez ten czas nic się nie zmieniło w kwestii latania. Ludzkość dopięła swego już w XVIII. To właśnie wtedy bracia Montgolfier, jako pierwsi ludzie na świecie wzbili się w powietrze… balonem. To właśnie ten środek transportu jako pierwszy pozwolił urzeczywistnić odwieczne marzenie człowieka. Ale loty balonem nie zaspokoiły wygórowanych ambicji.

To ptaki ciągle były inspiracją dla ówczesnych inżynierów; ich skrzydła posłużyły za wzór dla szybowców. Stąd już tylko krok dzielił ludzkość od wynalezienia statku powietrznego napędzanego silnikiem, który pozwalałby pokonywać tysiące kilometrów, przewożącym na swym pokładzie ponad setkę ludzi, odgrywającym kluczową rolę w światowym transporcie, ale także mającym ogromny wpływ na rozwój techniki wojskowej.

Dziś nikt sobie nie wyobraża świata, w którym nie istnieją bilety lotnicze; obecność samolotów na naszym niebie jest dla nas tak naturalna, jak obecność ptaków. Zalet maszyn latających nie trzeba wymieniać; jedną z nich znają nawet dzieci. Żaden inny środek transportu nie skraca tak dobrze drogi na wakacje.

2010/07/26

Zamek na Hradczanach

Filed under: Turystyka — Tags: , , — admin @ 09:33

Nieczęsto się zdarza, by zabytkowy budynek – pozostałość po monarchicznej świetności państwa – znalazł się w księdze rekordów Guinessa. Zamkowi na Hradczanach się to udało – według tejże księgi jest to największy na świecie – pod względem zajmowanej powierzchni – obiekt zamkowy.

Istotnie, zważywszy na fakt, iż w teren zamku wchodzą trzy kościoły – w tym siedziba arcybiskupa praskiego, Katedra św. Wita – sześć pałaców (w tym Stary pałac królewski, Belweder królowej Anny, Pałac Lobkovicki i nowy pałac królewski), a także wieża Daliborka, wieża prochowa i Złota Uliczka oraz piękny ogród Jelení příkop – tytuł ten wydaje się być jak najbardziej słuszny.

Historia zamku rozpoczęła się w czasach zamierzchłych, bp pod koniec IX wieku, kiedy pierwszy historyczny książę przemyślidzki Borzywoj I przeniósł swoją siedzibę z Lewego Hradca na wzgórze nad Wełtawą. W to samo miejsce, gdzie odbywały się plemienne i pogańskie zgromadzenia Czechów – na wzgórzu zwanym Žiži. Borzywoj nakazał zbudować tu kościółek pod wezwaniem Marii Panny i miejsce, w którym zasiadał każdy z kolejnych nowych książąt. Budowę właściwego zamku rozpoczął jednak najprawdopodobniej syn Borzywoja – Spitygniew I. Za jego czasów budynek otoczono rowem i drewnianą palisadą na szańcach. Od drugiej połowy X w. rolę głównego kościoła pełnił drugi wybudowany – pod wezwaniem św. Jerzego. Następnie, za panowania Księcia Wacława stworzono rotundę św. Wita, w której przechowywane były relikwie. Później – po założeniu tu diecezji – rotunda zyskała status katedralny.

Warto zaznaczyć, że surowcem, z którego budowano wtedy obiekty religijne był kamień. Budynki królewskie natomiast tworzone były jeszcze z drewna.

Kilkadziesiąt lat później przy kościele św. Jerzego założono żeński klasztor benedyktynek. Podczas rządów pierwszego króla czeskiego – Wratysława II – zamek wciąż się rozwijał. Fortyfikacja z drewna została zastąpiona nowszą, kamienną, wybudowano też trzy wieże – w tym Białą, do której dotrzemy spacerując po Złotej Uliczce. W wieku XI zburzono rotundę św Wita i w jej miejscu zaczęto budować obiekt, który dziś znamy jako katedrę św. Wita – imponujący przykład gotyckiej architektury. W tym czasie też wreszcie drewniany pałac zastąpiono murowanym i jego styl architektoniczny zmieniał się wraz z kolejnymi władcami, którzy go rozbudowywali.

W chwili obecnej w zamku znajduje się kilka muzeów, w tym Muzeum Narodowe z kolekcją czeskiej sztuki barokowej i manierycznej, wystawą dedykowaną historii Czech, Muzeum Zabawek i kolekcja obrazów Rudolfa II, przedstawiająca historię samego zamku. Odbywa się tu też co roku letni festiwal szekspirowski, pokoje zamku wykorzystywane są też jako sale koncertowe.

Turyści odwiedzający praski zamek mogą też podziwiać ceremonię zmiany warty (podobnie jak w brytyjskim Buckingham Palace) co godzinę. Przez dwa dni w roku do zwiedzania udostępniane są pokoje gościnne, które przez resztę czasu zajmuje administracja prezydenta.

Dokładne obejrzenie zamku w ciągu jednego dnia może być dość trudne, zwłaszcza, że by dowiedzieć się więcej warto skorzystać z usług przewodnika, który przedstawi nam istotne szczegóły na temat tego, co widzimy. W pobliżu zamku znajduje się bogata oferta bazy noclegowej, dlatego można z niej skorzystać jeżeli jesteśmy zainteresowani kilkudniowym zwiedzaniem.

Zwiedzając zabytki Pragi warto zatrzymać się na tani nocleg. Hotele w Pradze oferują dla swoich klientów atrakcyjne ceny noclegów i niepowtarzalny klimat oraz miejscową kuchnie.

Puerta de Alcalá

Filed under: Turystyka — Tags: , , — admin @ 09:32

Brama Alcala to jeden z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych zabytków Madrytu. Ta wolnostojąca, kamienna brama prowadzi do Plaza de la Independencia (Plac Niepodległości), niedaleko stąd znajduje się także Parque del Buen Retiro (Ogrody, Park Przyjemnego Odpoczynku) i Plaza de Cibeles – z niezwykłą fontanną poświęconą bogini płodności, Kybele, a wszystko w spacerowych odległościach od zabytkowego centrum miasta [oraz licznych tanich hoteli i pensjonatów czy restauracji]. Brama wybudowana została z rozkazu króla Karola III, a zaprojektowana przez samego Francesco Sabatiniego. Tak jak i ulica, przy której znajduje się też Plac, swoją nazwę wzięła od drogi, jaka prowadziła tędy do zabytkowego miasta Alcala de Henares.

Przed powstaniem znanej nam dziś Bramy istniała jeszcze inna, którą usytuowalibyśmy na moście trochę powyżej ulicy Alfonsa XII. Powstała ona w 1599 roku, specjalnie z okazji przyjazdu Małgorzaty Habsburg (zwanej Austriaczką lub Styryjską) na jej ślub z królem Filipem III. Boczne wejścia składały się z łuku głównego i dwóch mniejszych. Przy centralnym wejściu umieszczono rzeźbę Najświętszej Marii Panny z Mercedes, natomiast przy bocznych – świętych Pedro Nolasco i Mariany de Jesus. Brama została zlikwidowana w 1764 roku z racji na przebudowę okolicy oraz unowocześnianie ulicy Alcala. Stanowiła ona przez dłuższy czas jedno z pięciu głównych wjazdów do miasta i wchodziła w skład murów otaczających je.

9 grudnia 1759 roku do Madrytu uroczyście przez Starą Bramę wjechał król Karol III. W niedługo potem postanowił on rozebrać kamienne wejście tworząc nowe, które byłoby bardziej reprezentatywne dla miasta. W duchu przebudowy powstały wówczas także Ogród Botaniczny czy wspomniane już Źródła Kybelei i Neptuna. Projektów Nowej Bramy napłynęło do króla kilka – między innymi od Ventura Rodríguez’a i José de Hermosilla, ale ostatecznie zdecydował się on na wizję Sabatiniego. Styl neoklasyczny oraz wysokość około dwudziestu metrów widać okazała się wystarczająco reprezentatywna jak na stolicę Hiszpanii. Ciekawym rozwiązaniem było połączenie konstrukcji kolumn z pilastrami, dzięki czemu fasady bramy nie są identyczne. Uroczysta inauguracja odbyła się w 1788 roku, a funkcję autentycznej bramy wjazdowej pełniła aż do roku 1869.

Brama stworzona z granitu dzieli się na pięć wejść. Trzy z nich (centralne) posiadają sklepienie łukowe, u szczytu których wyrzeźbione zostały lwie głowy, dwa pozostałe (skrajne) to wejścia prostokątne ozdobione wyrzeźbionymi rogami obfitości, projektu Roberto Michel’a. Przejścia te służyć miały uświetnieniu przyjazdu ważnych osobistości, dlatego zamknięte były na co dzień tak dla mieszkańców, jak i dla zwykłych przyjezdnych. Wszystkie kolumno-pilastry ustawione są na cokołach i przedstawiają joński typ zdobienia, z charakterystycznymi zwiniętymi rogami w kapitelach. Centralny łuk w obydwu fasadach posiada wyrytą inskrypcję łacińską: Rege Carolo III. Anno MDCCLXXVIII, co oznacza „Za panowania Króla Karola III, rok 1778”. Elementy zdobnicze, jak figury dzieci (po cztery z każdej strony) i inne, mają wydźwięk symboliczny, co wiąże się bardziej z ideami barokowymi.

W 1993 roku Brama Alcala przeszła przez najpoważniejsze prace renowacyjne w całej swojej historii. Na czas prac budynek przykryty został płachtami prezentującymi grafiki popularnego hiszpańskiego satyryka – Antonio Mingote. Od 2006 roku trwały prace nad przebudową Placu Niepodległości, dzięki czemu obecnie tak sam Plac jak i okolica, a zwłaszcza Brama są bardziej dostępne, gdyż teren ten zamieniono w swoisty deptak, zamknięty dla ruchu ulicznego. Warto przyjechać do Madrytu w czasie Świąt Bożego Narodzenia, aby zobaczyć Betlejemską Szopkę, jaką Władze Miasta tworzą pod głównym łukiem co roku.

Zwiedzając zabytki Madrytu warto zatrzymać się na tani nocleg. Hotele w Madrycie oferują dla swoich klientów atrakcyjne ceny noclegów i niepowtarzalny klimat oraz miejscową kuchnie.

Barcelona: Montjuic

Filed under: Turystyka — Tags: , , — admin @ 09:30

Z katalońskiego: Montjuïc, z kastylijskiego: Montjuich

Tak zwane „Wzgórze Żydów” (lub „Wzgórze Jupitera”) znajduje się w południowo-wschodniej części Barcelony i można stąd obserwować zarówno wybrzeże i port, jak i starszą część miasta.

Już od przełomu III/II w.p.n.e. miejsce to pełniło ważną rolę stanowiąc strategiczny punkt jednego z najważniejszych miast iberyjskich. W 1751 roku na szczycie powstał fortyfikacyjny zamek (przetrwały do dziś), którego architektem był Juan Martín Cermeño, a który podczas Hiszpańskiej Wojny Domowej okupywany był przez Francuzów. W 1842 twierdza stała się siedzibą garnizonu podległego madryckiej władzy, a zarazem źródłem spustoszenia i ogromnych zniszczeń Barcelony (wojska ostrzeliwały miasto po zamieszkach). W XIX wieku także samo wzgórze jak i lochy zamkowe pełniły funkcję więzienia oraz miejsca egzekucji (stąd też wielki cmentarz, położony na południowo-wschodnim stoku Wzgórza). Mroczną historię Zamku przypieczętowało również zbiorowe samobójstwo grupy anarchistów, oraz egzekucja katalońskiego polityka Lluís Companys i Jover (1940 r.).

Wzgórze Żydów to jednak nie tylko siedziba spustoszenia i śmierci. W 1928 roku postanowiono otworzyć tu Wystawę Światową, dzięki czemu Wzgórze ożyło kulturalnie i architektonicznie. Powstało wówczas wiele budynków o różnorodnym przeznaczeniu, z których do dziś odwiedzać możemy: Palau Nacional, Stadion Olimpijski (Estadi Olímpic), kompleks fontann Font Màgica oraz schody prowadzące od Avenida de la Reina Maria Cristina do Palau Nacional (wzdłuż fontann, przez Plaça del Marquès de Foronda oraz Plaça de les Cascades). Przetrwała także „hiszpańska wioska” (Poble Espanyol), w której znajdują się budynki w różnych stylach hiszpańskiej architektury, z czego najbardziej charakterystycznymi są Wieża Ávila (Torres de Ávila) oraz typowo andaluzyjska dzielnica. Miejsce to jest „turystyczną stolicą” – uliczki przyozdabiane kwiatami, restauracje, kawiarnie, obecność ulicznych grajków oraz teatrów to idealne miejsce odpoczynku dla przyjezdnych turystów, którzy mają okazję chłonąć ten niezwykły nastrój nawet kilka dni z rzędu, zatrzymując się w pobliskich hotelach, czy kwaterach. Nad szczytem cichą pieczę trzyma wieża telekomunikacyjna – projektu Santiago Calatrava. Przez wiele lat, ze swych licznych atrakcji słynął także Montjuic’ański Park Rozrywki, obecnie zamieniony w publiczne ogrody Joan Brossa.

Przy wjeździe na wzgórze, przy Avenida María Cristina (Aleja Królowej Marii Krystyny), znajduje się pawilon barceloński (Fira Barcelona) – modernistyczny budynek zaprojektowany przez niemieckiego architekta Ludwiga Miesa van der Rohe, powstały na otwarcie Światowej Wystawy w 1929 roku. Tutaj każdego piątkowego, sobotniego i niedzielnego wieczoru odbywają się niezwykłe spektakle – teatr światła i cieni, muzyki oraz koloru. W pawilonie odbywają się także co ważniejsze i elegantsze bale, imprezy artystyczne oraz wystawy.

Nie tylko turystycznymi atrakcjami, bo także często odwiedzanymi przez mieszkańców Barcelony, niewątpliwie są znajdujące się tu liczne instytucje kulturalne: słynny Teatre Lliure, Mercat de les Flors i Teatr Grecki. Szeroki wachlarz ofert muzealnych również nie będzie pozwalał na nudę: muzeum Joan Miró, muzeum CaixaFòrum, Museu Nacional d’Art de Catalunya (Muzeum Narodowe Sztuki Katalońskiej), Museu etnològic de Barcelona (Barcelońskie Muzeum Etnologiczne), muzeum wojskowe. Dla zwiedzających otwarty jest także w formie muzealnej wystawy Zamek Montjuic, a spokojnie przechadzać można się po pięknych ogrodach botanicznych (to tu znajduje się unikatowa i największa na świecie kolekcja kaktusów). Ogrody i parki to jeden z najbardziej charakterystycznych atrybutów tak całej Barcelony, jak i tego Wzgórza. Powstały one w miejscu wyciętych pod koniec XIX w. licznych i gęstych lasów, oraz na dawnych łąkach, pastwiskach i polach uprawnych.

Montjuic to także słynny szczyt… sportowy. Wraz z przygotowaniami do Wystawy Światowej powstawał tu Stadion Olimpijski (Estadi Olímpic), na którym Igrzyska miały być zorganizowane w 1936 r. (plany jednak nie powiodły się ze względu na Wojnę Domową, a miejsce do codziennych ćwiczeń wykorzystuje barcelońska drużyna piłkarska). Idea Igrzysk powróciła na Wzgórze w 1992 roku, kiedy światowa impreza sportowa skupiła się Stadionie (tu odbyła się inauguracja Igrzysk), oraz w wybudowanym wokół niego „Pierścieniu Olimpjskim” (Anella Olímpica), w skład którego wchodziły m.in.: Institut Nacional d’Educació Física de Catalunya (centrum teorii sportu) i Piscines Bernat Picornell (basen olimpijski). Drugim ważnym obiektem jest tor Formuły 1 – Circuit de Montjuïc (Grand Prix Hiszpanii w latach: 1969, 1971, 1973 oraz 1975, zakończone tragicznym wypadkiem), obecnie – niestety nieczynny.

Zwiedzając zabytki Barcelony warto zatrzymać się na tani nocleg. Hotele w Barcelonie oferują dla swoich klientów atrakcyjne ceny noclegów i niepowtarzalny klimat oraz miejscową kuchnie.

Lizbona: Baixa – Stare (Dolne) Miasto

Filed under: Turystyka — Tags: , , — admin @ 09:28

Gdzie by się nie obrócić i skąd by nie czerpać informacji na temat pięknej Lizbony, od 1255 roku stolicy Portugalii, wszędzie natkniemy się na informacje na temat dwóch okrutnych trzęsień ziemi, jakie miały tu miejsce i które znacząco wpłynęły tak na rozwój jak i kształt tego miasta. Pierwsze nawiedziło te ziemie 26.I.1531 r i spowodowało nie tylko ogromne szkody, ale i śmierć wielu mieszkańców. Natomiast po trzęsieniu I.XI.1755 z Lizbony nie pozostało prawie nic, zginęło na pewno ok. 60 000 (a szacuje się że nawet 90 000) osób, a miasto zostało niemalże doszczętnie zniszczone. To właśnie po tym drugim trzęsieniu nastąpił szereg ważnych prac mających na celu przywrócenie miastu jego kształtu, dzięki czemu możemy dzisiaj chodzić po takich a nie innych ulicach. Do akcji odbudowy Lizbony przyczynił się w znacznej mierze niejaki SebastiãoJosé de Carvalho e Melo, znany także jako Markiz de Pombal, który pełnił funkcję Pierwszego Ministra przy królu Józefie I (1750 – 1777). Dzięki swoim działaniom na rzecz Lizbony – i nie tylko – kojarzony jest także jako czołowa postać Oświecenia w Portugalii.

To właśnie Markiz postanowi zatrzeć wszelkie ślady okropnej katastrofy i tchnąć w zniszczone miasto nowego, osiemnastowiecznego ducha. Stare Miasto (centrum) powstało zatem niejako na nowo pod jego czujnym okiem, i to właśnie dlatego Baixa nazywana jest także “Baixa Pombalina”. Zniknął zatem wygląd miasta średniowiecznego, ciasne ulice i chylące się domy – Markiz postawił na nowoczesność i tego w swym projekcie się trzymał. Baixa jest zatem siecią połączonych placów i ulic w nowoczesnym – jak na ówczesne czasy – stylu i wyglądzie. Zadbano tu tak o wygodę i przestrzeń jak i o wygląd i piękno. Baixa jest także jednym z najwcześniejszych przykładów architektury po-wstrząsowej, która obecnie stała się osobną dziedziną architektury, a która opiera się na dokładnym i bardzo rozważnym doborze materiału do budowy. To, czy nowopowstały element miasta przetrwałby kolejne trzęsienie ziemi sprawdzono od razu – starano się uzyskać potężne wstrząsy poprzez wielogodzinne przemarsze ogromnych trup. Jak łatwo się domyślić – próba okazała się pomyślna. Ważną i charakterystyczną cechą dla Baixa jest zatem tzw. „pombalińska klatka” – symetryczne drewniano-metalowe konstrukcje mają za zadanie nie tylko rozładowywać napięcia i wstrząsy podczas trzęsień ziemi, ale dzięki swojej wysokości – także chronić przed pożarami.

Baixa rozciąga się od północnej ściany Praça do Comércio, poprzez Cais do Sodré i Alfama (jedną z najstarszych dzielnic Lizbony), podnóżami Zamku rozwijając się blisko placów: Rossio i Figueira oraz Avenida da Liberdade (bulwar słynący ze swoich sklepów i kafejek). Obejmuje zatem teren od rzecznego wybrzeża, aż do głównej ulicy jaką jest tu Avenida da Liberdade. Nazwy poszczególnych ulic pochodzą od imion czy też nazwisk sklepikarzy i rzemieślników, którzy niegdyś tu działali. Jest to typowy raj dla turystów. Znajdziemy się tu w centrum tętniącego życiem rozgardiaszu – nie tylko podziwiając piękno osiemnastowiecznej architektury i jej wyjątkowych smaczków, ale także odwiedzając liczne sklepy i kafejki, stragany z pamiątkami czy kwiatami. Tutaj schodzą się uliczni grajkowie i aktorzy, przejeżdżają stare wagony tramwajowe. Zwiedzając zabytki warto zatrzymać się na nocleg w jednym z wielu tanich hoteli w Lizbonie oferujących nie powtarzalny klimat i miejscową kuchnie.

W obrębie Starego Miasta, jakim jest Baixa, znajduje się kilka bardzo ważnych miejsc. Jednym z nich jest Praça do Comércio (Plac Comercio, lub Plac Handlowy) nazywany także Terreiro do Paço (Plac Zamkowy). Ten ogromny plac był niegdyś elementem stojącego tu Zamku (Paços da Ribeira, zniszczonego podczas trzęsienia w 1755 r). Ma on kształt litery „U” i otwiera się na rzekę Tag. Na parterach budynków powstały piękne tarasy, natomiast na zakończeniach „U” wybudowano dwie wieże, które przypominać mają o niegdysiejszej obronnej funkcji zamku. Dzięki nowej funkcji Placu nazwany on został „handlowym”, gdyż to tutaj znalazło się miejsce dla urzędników, którzy kierowali ruchem handlowym a także portowym. W 1775 r., na środku placu stanął pomnik króla José I, a tzw. Arco da Rua Augusta (Most Augusta) łączy Plac Comercio z innym – Rossio (który przyciąga swoimi pięknymi fontannami oraz słynnym Teatrem Narodowym Dona Maria II). Nie sposób także nie odwiedzić „windy” Santa Justa, która swym przeznaczeiem oraz wyglądem nawiązuje do paryskiej Wieży Eifla. W obrębie tej części miasta znajdziemy także: kościół św. Rocha, Museu do Chiado, Museu Nacional de Arte Antiga.

Zwiedzając zabytki Lizbony warto zatrzymać się na tani nocleg. Hotele w Lizbonie oferują dla swoich klientów atrakcyjne ceny noclegów i niepowtarzalny klimat oraz miejscową kuchnie.

Older Posts »

Powered by WordPress